Shawn Mendes zastanawia się nad wysoką ceną supergwiazdy na nowym albumie „Wonder”

POP ROCK

Shawn Mendes, „Cud” (wyspa)

Być może najbardziej popularnym, ale godnym zaufania tematem gwiazdy pop jest „Jak się tu dostałem?”. a następnie „Czy pozwolą mi zostać?” Megasława jest samotna, pozostawiając wrażliwe dusze zastanowienie się, czy zasługują na całą uwagę, jaką im poświęcono. A megasława wypacza, utrudniając potwierdzenie swojej tożsamości, kiedy publiczny charakter twojej pracy definiuje cię na długo przed tym, zanim będziesz mógł zdefiniować siebie.

Z tej wynikającej egzystencjalnej niepewności Shawn Mendes zrobił siano. Jego poszukiwanie — siebie, miłości, aprobaty, pewności siebie — stało się najbardziej żywym tematem jego muzyki. Tak było na jego albumie z 2018 roku, zatytułowanym przez niego – jego trzecim pełnometrażowym albumie, który pulsował teatralną żałobą – a jeszcze bardziej na jego nowym albumie, labiryncie czasami chwytliwych piosenek o zwątpieniu i przygnębieniu, przeplatanych zapierającymi dech w piersiach błaganiami o kocham.

„Masz milion różnych twarzy/ Ale oni nigdy nie zrozumieją”, śpiewa na początku słodko ociężałego „Intro”, otwierającego album, oddanego z żalem pochodni. Po nim następuje tupiący, poruszający utwór tytułowy, piosenka o największym wigoru. Brzmi jak najbardziej żywy w agonii: „Jeśli jestem prawdziwy, czy mówię prawdę, czy filtruję to, co czuję?”

„Wonder” jest, ogólnie rzecz biorąc, znacznie mniej dopracowany niż ostatni album Mendesa czy poprzedni, „Illuminate”, wydany w 2016 roku i wciąż jest jego najlepszym dziełem, zawierającym mnóstwo mocno spakowanego i niespokojnego pop-rocka dla nastolatków.

Najsłynniejsza męska gwiazda popu ostatniej dekady jest obarczona podobną ambiwalencją dotyczącą sukcesu. Byłby to Justin Bieber, który tworzy duet z Mendesem w „Monster”, przydymionym, gładkim frazesu, z dwoma piosenkarzami wykonującymi coś w rodzaju gardy dla swoich fanów. „Postawiasz mnie na piedestale i mówisz, że jestem najlepszy” – śpiewa Mendes bez cienia radości. Ta okładka wydana przez Island Records przedstawia „Wonder”, czwarty album Shawna Mendesa. (Rekordy wyspy przez AP)

Cztery lata i kilka wcieleń starszy od Mendesa, Bieber od dawna jest wykonawcą, dla którego sama supergwiazda jest racją bytu. Jego wers jest bardziej cierpki, bardziej rozdęty nozdrzami: „Podnosi mnie, podnosi mnie i burzy mnie, burzy mnie”. Z tego powodu brzmi na zirytowanego. Starszy brat, który pokazuje swojemu młodszemu bratu, jak okrutny może być świat.



Jon Caramanica, New York Times